Najtrudniejsza była presja czasu, świadomość, że mamy tak wiele do zrobienia w tak krótkim okresie i w tak nienormalnych warunkach – mówi rektor UO prof. dr hab. Marek Masnyk o minionym, 27. roku Uniwersytetu Opolskiego.

Beata Łabutin: Panie rektorze, 10 marca 2021 roku przypada pierwsze święto Uniwersytetu Opolskiego po konsolidacji naszej uczelni z Państwową Medyczną Wyższą Szkołą Zawodową. Jak Pan ocenia ten rok?

Prof. dr hab. Marek Masnyk: – Tegoroczne święto przypada w bardzo trudnym dla nas momencie; trzeba zresztą podkreślić, że cały miniony rok był wyjątkowy z oczywistego względu – ograniczeń wymuszonych przez pandemię COVID-19. Decyzja o włączeniu szkoły medycznej w struktury uniwersytetu przypadła na początek pandemii; celebrowanie tego wydarzenia nie mogło być takie, jakie być powinno.

Przypomnijmy fakty. W połowie maja zeszłego roku w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego odbyło się spotkanie, podczas którego rektor PMWSZ dr Tomasz Halski i ja określiliśmy ostatecznie zasady połączenia naszych uczelni i podpisaliśmy zgodę na to. Tydzień później doszło do formalnego włączenia PMWSZ w struktury UO; z tej okazji – oczywiście z zachowaniem zasad reżimu sanitarnego – odbyła się w naszej Sali Senatu skromna uroczystość z udziałem władz ministerialnych i przedstawicieli obydwu uczelni, a także mediów.

Wydarzeniem symbolizującym faktyczne połączenie miało być natomiast odsłonięcie 15 lipca 2020 roku napisu „Collegium Salutis Humanae” i logo Uniwersytetu Opolskiego na budynku dawnej szkoły medycznej, obecnie mieszczącym uniwersytecki Wydział Nauk o Zdrowiu. Planowaliśmy na ten dzień huczne święto, ale warunki pandemii wymusiły uroczystość skromną, symboliczną właśnie.

A potem były już wakacje.

– Pracowite jak nigdy, trzeba powiedzieć. Należało przygotować duży projekt związany z pozyskaniem środków finansowych na proces konsolidacji uczelni. Opracował go szeroki zespół pod kierownictwem dyrektora Biura Nauki i Obsługi Projektów Jarosława Kubiaka; prace trwały do jesieni 2020. A potem miała miejsce inauguracja roku akademickiego, pierwsza po konsolidacji. I znowu okoliczności zmusiły nas, by była skromna – przebiegała w formie hybrydowej, bez fizycznej obecności naszych zwyczajowych gości, przyjaciół uniwersytetu.

Po inauguracji przez dwa tygodnie udało się funkcjonować w warunkach w miarę normalnych, po czym trzeba było powrócić do pracy online.

Czy ten pierwszy rok działań naszej uczelni po konsolidacji spełnił Pana oczekiwania?

– Od chwili pojawienia się idei włączenia szkoły medycznej w struktury uniwersytetu wielokrotnie dawałem wyraz swojej całkowitej akceptacji dla tego projektu. Ta synergia doświadczeń szkoły zawodowej i uczelni akademickiej przyniosła wiele dobrego. Uczymy się od siebie wzajemnie. Jednym z przykładów niech będzie praktyczny profil kształcenia naszych studentów – coś, co szkoła medyczna robiła od lat, a co my chcemy w uniwersytecie wprowadzić szerzej. Z kolei koledzy ze szkoły medycznej wiele czerpią z doświadczeń uniwersytetu jako uczelni akademickiej, uprawiającej naukę na poważnym poziomie w wielu dyscyplinach.

Na pewno ocena skutków połączenia naszych uczelni byłaby wnikliwsza gdyby nie fakt, że przez ostatnich siedem – osiem miesięcy byliśmy skupieni przede wszystkim na tym, by jak najlepiej zorganizować proces kształcenia, badania naukowe oraz funkcjonowanie administracji w warunkach pandemii. Nikt nie myślał o tym, co pozytywnego wynika z połączenia, a co nam przeszkadza. Po prostu trzeba było odnaleźć się w nowej pandemicznej rzeczywistości i pracować najlepiej jak się dało.

Bardzo pozytywnie oceniam nastawienie większości nauczycieli akademickich ze szkoły medycznej do procesu konsolidacyjnego. Wyrażane swego czasu publicznie, choćby w mediach społecznościowych, obawy przed konsolidacją okazały się bez pokrycia i zniknęły. Nikt już nie mówi o zagrożeniach wynikających z połączenia, mówi się raczej o tym, co przed nami i myślę, że to jest jedyna słuszna optyka.

Czy wszyscy pracownicy szkoły medycznej „wkleili” się w uniwersytecki krajobraz?

– Znakomita większość tak. Widzę entuzjazm i realne zaangażowanie wielu osób w proces zarządzania uczelnią, zarządzania Wydziałem Nauk o Zdrowiu, utworzonym na bazie PMWSZ. Oczywiście są też osoby, które nie odnalazły się w nowej rzeczywistości, nie sprostały jej i odeszły z uczelni; mówię o kilkunastu osobach, głównie z obszaru administracji uczelni medycznej.

Poczuł Pan rozczarowanie?

– To raczej przeświadczenie, że to są pewne nieuniknione koszty zmian.

Może się Pan pokusić o ocenę tego pierwszego okresu po konsolidacji?

– Taka ocena siłą rzeczy musiałaby być niepełna. Trudno dokonać racjonalnego oglądu działania uczelni po siedmiu miesiącach od formalnej i faktycznej konsolidacji. Po prostu upłynęło jeszcze zbyt mało czasu. Proces konsolidacyjny jest przecież obliczony na kilka lat, a do tego przebiega w trudnych warunkach, o czym już wspomniałem.

Pierwszy rok działania połączonych uczelni przypadł na okres pandemii. Przed władzami rektorskimi i pracownikami pojawiły się dwa poważne wyzwania: funkcjonowanie jako nowy, większy organizm i jednocześnie działania w warunkach pandemii. Sprostaliśmy tym wyzwaniom? Sprawdziliśmy się jako zespół?

– Podołaliśmy, choć było bardzo trudno. Pamiętam – rok temu, dwa dni po święcie uniwersytetu, zawiesiłem zajęcia na uczelni, choć jeszcze nie było decyzji ministerstwa w tej sprawie. To było wyzwanie. Ani nie mieliśmy powszechnych narzędzi do pracy zdalnej, ani nauczyciele akademiccy do takiej formy nauczania nie byli przygotowani. Oczywiście platformy do pracy zdanej były na uczelni
wykorzystywane, wtedy jednak na pracę online musieliśmy z dnia na dzień przejść wszyscy. A taka terapia szokowa to już było wyzwanie. Zakupiliśmy m.in. MSTeams i Moodle, przeprowadziliśmy szkolenia.

Nie ze wszystkich działań byłem jednak zadowolony, czemu niejednokrotnie dawałem wyraz.

Co poszło nie tak? Co okazało się najsłabszym ogniwem?

– Powiedziałem to już kiedyś publicznie: niektórzy nauczyciele akademiccy pełniący na uczelni także funkcję administracyjną zapomnieli, że są też urzędnikami i że w związku tym powinni częściej pokazać się w pracy, by po prostu mieć kontrolę nad tym, co się dzieje w obszarze, za który odpowiadają. Wiele osób jednak uznało, że skoro pracujemy w systemie online, to obecność w pracy nie jest konieczna.

Czy ta sytuacja odbiła się na jakości nauczania w naszej uczelni?

– Ta jakość niewątpliwie spadła i na to złożyło się kilka przyczyn, przede wszystkim to, że całość kształcenia musiała się odbywać zdalnie. Dziś staramy się poprawiać popełnione błędy. Przygotowaliśmy szczegółowe instrukcje na najbliższy semestr, a także system monitorowania pracy zdalnej.

Powiem tak: egzamin zdaliśmy. Gdybym jednak miał wystawić ocenę za pierwsze miesiące pracy i nauki w pandemii, to byłaby to trójka z plusem. Dotyczy to przede wszystkim pracy dydaktycznej.

Pamiętajmy jednak, że na ten czas przypadło wiele trudnych działań. O niektórych już mówiłem, dodam chociażby wykwaterowanie akademików czy polecenie przygotowania w jednym z nich izolatorium, do czego w końcu jednak nie doszło.

Szczęściem w tych trudnych okolicznościach był fakt, że epidemia w tym pierwszym jej okresie praktycznie nas ominęła – nie odnotowaliśmy zachorowań, a jedynie kilkanaście przypadków kwarantanny. Dość liczne zachorowania pojawiły się w październiku i listopadzie zeszłego roku oraz w lutym bieżącego.

Epidemia nałożyła się w naszej uczelni na jeszcze jedną ważną okoliczność: nie możemy zapominać o tym, że zastała nas – w semestrze letnim roku akademickiego 2019/2020 – w trakcie procesu wyborów władz na uczelni na wszystkich stopniach.

– Rzeczywiście, byliśmy przygotowani do procedowania wyborów, ale w formie tradycyjnej. Trzeba było szybko opracować procedury, które pozwalałyby choć w przybliżeniu trzymać się kalendarza wyborczego, a jednocześnie byłyby zgodne z prawem i przystawały do nowej rzeczywistości. Wymagało to zmian statutowych, zmian przepisów wewnętrznych. Ale żeby móc to robić zdalnie musieliśmy zwołać przed wakacjami stacjonarne posiedzenie senatu, który podjąłby odpowiednią uchwałę. Spotkaliśmy się w auli A i B na Oleskiej, zachowując dystans i wszelkie inne wymogi reżimu sanitarnego, a i tak niektórzy członkowie senatu bali się przybyć, czemu w sumie trudno się dziwić. Potem już jednak wszelkie inne zmiany oraz procedowanie odbywało się zdalnie.

Podobnie jak Pana przedwyborcze spotkanie…

– No tak, było ono dosyć dziwne. Spotkanie kandydata na rektora odbywało się w czytelni na WNoPiKS. Pierwszy raz znalazłem się w takiej sytuacji. Pusta sala, trzy kamery, pytania napływające drogą elektroniczną i przewodniczący komisji wyborczej, który je odczytywał… Osobliwie się czułem bez bezpośredniej interakcji z wyborcami.

Przypomnijmy, że był to też czas wdrażania nowego prawa o szkolnictwie wyższym…

– Był to też czas przygotowywania się do ewaluacji, która miała mieć miejsce w 2021 roku, a została przesunięta na rok 2022 i w dodatku odbędzie się na zmienionych zasadach; mam tu na myśli nową, ogłoszoną kilka dni temu rozszerzoną listę czasopism do ewaluacji… Zmieniono nam zasady w czasie gry, a to pracy – powiem delikatnie – nie ułatwia.

Tak, to nie był łatwy czas. Pandemia, wybory władz uczelni, zmiany w prawie, połączenie UO z PMWSZ. Zbiegło się wiele ważnych wydarzeń…

Najtrudniejsza była presja czasu, świadomość, że mamy tak wiele do zrobienia w tak krótkim okresie i w tak nienormalnych warunkach.

Chcę jednak bardzo mocno podkreślić, że w tych trudnych chwilach mogłem polegać na ciężkiej pracy i zaangażowaniu wielu osób. Jeśli nie najlepiej oceniam dydaktykę akademicką w okresie pandemii, która – zgódźmy się – nie mogła być idealna z powodu nieprzygotowania do nowych warunków, o tyle muszę jasno powiedzieć, że spora grupa pracowników była bardzo mocno zaangażowana w działanie na rzecz umocowania uczelni w nowej rzeczywistości.

Paradoksalnie więc i najsłabszym ogniwem na uczelni podczas pandemii, i najmocniejszym byli i są ludzie.

– Oczywiście. Sukces lub jego brak zawsze są wypadkową zaangażowania ludzi. Czas pandemii to okres, kiedy spotkało mnie wiele złych, ale o wiele więcej dobrych doświadczeń.

Rektor przy ogromnej władzy, jaką posiada, ponosi wielką odpowiedzialność za to, co robi – za uczelnię, za pracowników, za studentów. To spore brzemię, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Dochodziły do mnie głosy: chciałeś, to masz. Chciałeś być rektorem, to bądź. Rzeczywiście, miałem i mam świadomość swoich obowiązków i odpowiedzialności i tym bardziej jestem wdzięczny ludziom, którzy mnie wspierają bez względu na trudności.

Praca uczelni w pandemii to pasmo uciążliwości. Czy jest jednak coś, co chciałby Pan zachować na uniwersytecie na przyszłość z tych pandemicznych doświadczeń?

– Cóż, przede wszystkim chciałbym jak najszybciej zapomnieć, że była pandemia… A co zachować? Z pewnością część przynajmniej pracy i nauczania zdalnego, tam, gdzie to się sprawdziło. To pożyteczne narzędzie, możliwe przecież do wykorzystania także formie hybrydowej, na przykład podczas seminariów, przy obronie prac magisterskich czy doktorskich, przy spotkaniach różnych gremiów. Generalnie jednak tęsknimy za kontaktami bezpośrednimi, zwłaszcza za studentami. Z dwóch przeprowadzonych na uczelni badań ankietowych wynika, że większość naszych studentów czeka już na powrót do sal akademickich.

Niestety, są też i tacy, którzy zrezygnowali ze studiów lub je zawiesili, twierdząc, że wrócą, gdy już „będzie normalnie”.

Panie rektorze, ostatnie lata rozwoju Uniwersytetu Opolskiego to przede wszystkim medycyna. Najpierw kierunek lekarski, przekazanie nam przez marszałka Wojewódzkiego Centrum Medycznego i przekształcenie go w Uniwersytecki Szpital Kliniczny, potem Wydział Lekarski, konsolidacja z PMWSZ i powołanie Wydziału Nauk o Zdrowiu. Co dalej?

– Myślę, że w perspektywie dwóch, trzech lat utworzymy na Uniwersytecie Opolskim kierunek ratownictwo medyczne. Rozpoczęliśmy już prace w tym kierunku, powstaje biznesplan, uwzględniający między innymi utworzenie centrum symulacji medycznej dla ratownictwa medycznego. Mam nadzieję, że w 2023 roku będziemy mogli zaproponować kandydatom ratownictwo medyczne jako nowy kierunek na Wydziale Nauk o Zdrowiu. Byłaby to klamra spinająca nasze starania gdy chodzi o kształcenie medyczne na Uniwersytecie Opolskim. Inwestujemy w bazę USK. W lutym oddaliśmy do użytku wyremontowany Szpitalny Oddział Ratunkowy, jeden z najnowocześniejszych w Polsce, rozpoczęły się prace budowlane dla projektowanego Centrum Badań i Innowacji w Chorobach Cywilizacyjnych. Inwestycje te poprawią jakość świadczonych usług medycznych, dają nowe możliwości prowadzenia badań naukowych, służyć będą naszym studentom – przyszłym lekarzom.

Jak nasza uczelnia i jej władze odnajdują się we wciąż zmieniającej się scenerii – zmiany ministrów, wciąż nowe przepisy i zapowiedzi jeszcze nowszych…

– Piąty rok kieruję uczelnią, a ministrów w resorcie było już trzech. Co do przepisów – wiele razy mówiłem o tym, że sporo zmian w nowym prawie o szkolnictwie wyższym oceniam dobrze. Jednak na przykład kwestia ewaluacji, o której już wspomniałem, musi niepokoić. Najpierw zasady i warunki jednakowe dla małych i wielkich uczelni (a więc dla wielu małych nie do spełnienia), a teraz jeszcze zmiana listy czasopism: rozszerzenie jej o blisko 300 tytułów, które dodano lub którym podwyższono punktację. Powtórzę: nie zmienia się reguł w trakcie gry. To musi budzić i budzi nasz niepokój i wręcz każe się doszukiwać w takim działaniu drugiego dna. Przypomnę tylko, że dwa lata temu reorganizowaliśmy nasz uniwersytet z myślą o czekającej nas ewaluacji. Teraz zasady ewaluacji się zmieniły, ot, tak. Może za tydzień czy dwa znowu się zmienią? Brak stabilizacji – to nam najbardziej doskwiera. O zupełnie chybionym pomyśle połączenia resortów oświaty i szkolnictwa wyższego w jeden już nie wspomnę …

Przed nami kolejny, 28. rok uniwersytetu. Co przyniesie?

– Pracujemy nad strategią uczelni na lata 2021-2027; i znowu: start tych prac przypadł na początek pandemii. Wpiszemy w nią misję uniwersytetu, jego cele, miejsce, jakie uczelnia zajmuje i chce zajmować w wymiarze regionalnym, krajowym, ale też europejskim – tu mamy się czym pochwalić, że wspomnę przynależność do konsorcjum uniwersytetów europejskich FORTHEM, które w dużej części określa kierunki naszej europejskiej działalności.

Jesteśmy na etapie przygotowywania szczegółowego projektu strategii rozwoju UO. Od miesiąca trwają konsultacje na poziomie dziekanów i dyrektorów instytutów. Do prorektora prof. Rafała Matwiejczuka spływają już koncepcje strategii wydziałowych i instytutowych.

Najbliższy rok upłynie między innymi pod znakiem kontynuowania inwestycji Pomologia. Czekam też z utęsknieniem na drugie rozdanie rządowego funduszu inwestycji lokalnych; z przykrością przypomnę, że w pierwszym Opole nie otrzymało ani złotówki, a zwracaliśmy się wraz z miastem o pieniądze na wart 7,5 mln euro obiekt badawczo-dydaktyczny dla informatyków oraz stołówkę studencką. Mam nadzieję, że w drugim rozdaniu nie zostaniemy pominięci.

Przeprowadzimy także remont wentylacji w domu studenckim „Niechcic”, na co otrzymaliśmy 3,2 mln zł ze środków ministerialnych. Z własnych będziemy musieli dołożyć na ten cel około 700 tysięcy złotych. Tak więc 28. rok naszego uniwersytetu przebiegnie między innymi pod znakiem inwestycji.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Beata Łabutin